Żleb Drege'a – ku przestrodze

Żleb Drege'a – ku przestrodze

Żleb Drege’a nie jest może znany szerszemu gronu turystów, wędrujących po Tatrach. Jednak Ci, którzy mieli już przyjemność podziwiać najpiękniejsze polskie góry z wysokości ich najwyższych szczytów, wiedzą, że żleb cieszy się złą sławą. Dlaczego?

Żleb Drege’a to jedna z rozpadlin dzieląca szczyty Granatów. Tylko teoretycznie i pozornie łagodne zejście trawiastym zboczem kończy się najczęściej utknięciem w śmiertelnej pułapce. Żleb Drege’a jest bowiem podcięty stromą przepaścią, która ma około 180 metrów głębokości. Zejście wydaje się przyjemne i proste, ale powrót jest już niemożliwy.

W Żlebie Drege’a wydarzyło się wiele tragicznych historii. Dwie najbardziej znane dotyczą początków wspinaczki na tym odcinku. Pierwsza tragedia rozegrała się tutaj w 1911 roku. Wówczas młody student moskiewskiego uniwersytetu, Jan Drege wybrał się z dwiema siostrami na Granaty. Kiedy zgubili szlak, niczego nieświadomi, zaczęli schodzić trawiastymi zboczami w stronę Czarnego Stawu. Kiedy żleb zaczął stawać się stromy, student nakazał siostrom poczekać a sam zaczął schodzić dalej i szukać drogi. Najprawdopodobniej chciał pokonać pionowy komin, znajdujący się w dole żlebu. Wówczas spadł. Jego siostry wróciły na grań i odnalazły szlak a ciało Drege’a znalazł ratownik, Mariusz Zaruski. To właśnie od nazwiska studenta żleb nosi nazwę Drege’a.

Druga tragiczna historia miała miejsce niemalże dokładnie 3 lata później. Z Koziego Wierchu na Granaty wyruszyła wycieczka w której uczestniczyli: Bronisław Bandrowski, jego siostra, Maria i narzeczona – Anna Hackbeilówna. Po złudnie prostym schodzeniu, postanowili spędzić noc na trawiastej platformie. Nieudana akcja wezwania TOPR przesądziła o tym, że Anna wybrała się na samotne poszukiwanie pomocy. Nieststy – w sąsiednim żlebie runęła 100 metrów w dół. Bandrowscy, oczekując na pomoc przetrwali na skałach jeszcze 4 dni. Skrajnie wyczerpani, zaczęli schodzić żlebem, kilkukrotnie z niego spadając. Platforma nad przewieszką w kominie okazała się ostatecznym miejscem ich postoju. 27 lipca, około godziny 13 Bandrowski rzucił się w przepaść, nie mogąc nieść czekania. Jego siostra pozostała sama. Kiedy wieczorem zaczął zapadać zmrok – postanowiła również targnąć się na swoje życie. W ostatniej chwili jednak wyprawa pod wodzą Zaruskiego ocaliła ją od pewnej śmierci. Słowa Marii „Ostrożnie, tam przepaść!” przeszły do historii.

Historii takich, jak powyższe jest znacznie więcej. Zagubieni na szlaku turyści instynktownie szukają prostych rozwiązań, pozwalających zejść z grani, zapominając przy tym o jednej z najważniejszych zasad, nakazujących trzymać się szlaku.

Jeśli zatem pogoda jest niepewna – lepiej pozostańmy w dolinach, korzystając z uroków, jakie nam oferują, np. z pobytu w bukowiańskich termach. Ciepło, przyjemnie i bezpiecznie…

Kalendarz imprez « »