Historia kapelusza góralskiego

Historia kapelusza góralskiego

Zastanawialiście się kiedyś, skąd się wziął kapelusz góralski? Wiecie gdzie ma skrzela? Skąd na kapeluszu muszelki? Jakie spełniał funkcje i co ma wspólnego z meksykańskim sombrero? W poszukiwaniu odpowiedzi, wybraliśmy się do Zagrody Korkoszów w Czarnej Górze - oddziału Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, by przyjrzeć się historycznym dziejom tego nakrycia głowy…

Wyobrażacie sobie górala bez kapelusza? To o tyle ciężkie, że kapelusz i góral to nieodłączne elementy stroju podhalańskiego, funkcjonującego od stuleci. Trudno znaleźć w źródłach historycznych pierwszy wpis traktujący o kapeluszu, czy chociażby fotografię, ale austriacki urzędnik Franciszek Klein, na własne oczy kapelusz zobaczył w 1807 roku podczas wizyty w Bukowinie Tatrzańskiej i zapisał to w swoich pamiętnikach. Niedługo później - w 1815 roku - Stanisław Staszic w swojej pracy "O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polskich" zamieścił rysunki górali w nakryciach głowy, które przypominają obecny kapelusz góralski.

Jakie są więc historyczne początki kapelusza, jak zmieniał się na przestrzeni lat, skąd wzięły się na nim morskie muszelki i piórko, jak zdobiony był np. w czasie świąt kościelnych i uroczystości, gdzie ma skrzela i jakie funkcje użytkowe spełniał? Jako to drzewiej bywało, opowiedział specjalnie dla Tatry4u.pl Maciej Buńda - kustosz Zagrody Korkoszów w Czarnej Górze, oddziału Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem.

Tatry4u.pl: Jakie są historyczne początki kapelusza góralskiego?

Maciej Buńda: - Kapelusz jest nieodłącznym elementem ubioru człowieka od zawsze, a zwłaszcza w tej części Europy. Trzeba jednak zaznaczyć, że ten kapelusz, który znamy dziś, nijak nie przypominał tego z odległych czasów. Na początku XIX wieku nazywane w gwarze "skrzela" kapelusza, czyli rondo, było bardzo szerokie i kształtem bardziej przypominały meksykańskie sombrero. Miał on chronić przed deszczem, słońcem czy wiatrem i jak pokazują ryciny z tamtego okresu, zdarzały się nawet kapelusze sięgające do ramion. Skoro miał chronić, to musiał być mocny. Wykonywano je najczęściej z sukna, dużo później pojawił się filc jako materiał do produkcji tego nakrycia głowy. Ludzie mieli wówczas też zwyczaj impregnowania, wcierania w kapelusz tłuszczu zwierzęcego, np. smalcu. Z czasem tak napuszczony kapelusz robił się mocny jak skała i służył góralowi bardzo długo.

Jak ewoluował na przestrzeni setek lat?

- Przede wszystkim zmieniły się jego rozmiary - na mniejsze. W latach 30-tych W Zakopanem pojawiły się tzw. kłobuki, czyli kapelusze o bardzo małych rondach, które są popularne do dziś. Nosili je najczęściej bacowie, którzy przebywając na bacówkach nie potrzebowali kapeluszy o tak szerokich "skrzelach", ale jakieś nakrycie głowy musieli mieć. Stąd też kłobuki zawdzięczają bacom swoją popularność.

Ponoć w czasach Sabały kapelusz służył nie tylko do noszenia na głowie, ale spełniał także funkcję garnka lub czerpaka…

- Z tym garnkiem to jakaś bajka, rozpowszechniana przez podhalańskich bajarzy. Sam Witkiewicz pisał, że górale czarują i gotować w kapeluszach potrafią. Nonsens, bo nawet nie wiem jak zaimpregnowany kapelusz, podczas jakiejkolwiek próby gotowania w nim bryjki lub innych potraw, najzwyczajniej w świecie by się spalił. Natomiast napuszczony tłuszczem kapelusz nie przepuszczał wody i świetnie nadawał się na czerpak. Z naczyniami na bacówkach był kłopot, więc z potoku wodę noszono faktycznie w kapeluszach, które mimo wszystko spełniały funkcję nakrycia głowy, a także funkcję paradną.

Czy to, że gazdowie byli próżni i chcieli się chwalić dobrobytem, wpłynęło na fakt pojawienia się na kapeluszach muszelek, zwanych potocznie w gwarze kostkami?

- Dokładnie! Oprócz muszelek, czy jak kto woli kostek, były także ozdobne łańcuszki.

Muszelka, która zdobi kapelusz, to z łaciny Cypraea moneta, występująca u wybrzeży Afryki, Azji, Australii, Nowej Zelandii czy Ameryki. Skąd zatem wzięły się na Podhalu?

- Te muszelki występowały też w okolicach Rijeki, na terenie dzisiejszej Chorwacji. Tam były poławiane w dużych ilościach i stamtąd "poszły w świat".
Ale na samym początku na kapeluszach były tylko skórzane czerwone paski. Z czasem górale zaczęli do nich przyprawiać spiłowane kości jeleni czy saren, a także ozdobne łańcuszki. Następnie na Spiszu pojawiły się tzw. korony bacowskie – kilka złotych łańcuszków splątanych w jeden gruby, który na kapeluszu był przymocowany na kształt korony. Nosili go zazwyczaj spiscy bacowie, stąd nazwa. Ale jak wspomniałem na początku, muszelki na kapeluszu wzięły się z zagranicy…

Czy to był rodzaj suweniru?

- Trzeba pamiętać, że w XIX w. te tereny znajdowały się pod zaborem austriackim, więc tu nic nie było. Podobnie jak w Krakowie – nic tylko galicyjska bieda. Górale zaczęli więc wędrować dalej, aż zawędrowali m.in. do Budapesztu czy wspomnianej Chorwacji, a ówczesnej Dalmacji. A że byli dobrzy w wyrabianiu płótna lnianego, zabierali je ze sobą, by sprzedawać lub wymieniać na inne towary. W portach ich płótno miało ogromne wzięcie, bo świetnie nadawało się do produkcji żagli. Więc jak baca sprzedał płótno i miał sporo dutków, to chciał też coś kupić na pamiątkę, że był w dalekim świecie i swoje widział. Kupował zatem w Dalmacji muszelki, a dla łatwiejszego transportu nawlekał je na sznurek. Gdy wracał w swoje strony, mocował ten sznurek do kapelusza, żeby wszyscy widzieli, jakie to "dziwy" w świecie mają.

Czyli to była zwykła pamiątka znad morza, jakich masę możemy teraz kupić nad naszym Bałtykiem…

- Zgadza się, górale lubili się chwalić tym, co mają. A jak najłatwiej pochwalić się taką pamiątką? Ano przypiąć ją do kapelusza, żeby wszyscy we wsi widzieli. Jak baca miał kostki na kapeluszu, to od razu można było się domyślić, że trudni się kupiectwem i wędruje po świecie. Tak więc muszelki nie tylko ładnie wyglądały, ale również pomagały określić status społeczny posiadacza takiej ozdoby. Sam kapelusz podhalański różnił się od innych.

Można było rozpoznać po kapeluszu górala podhalańskiego od np. spiskiego?

- Właśnie tak, kapelusz dużo mówił o człowieku w tamtych czasach. Ten podhalański – występujący w takiej formie, jak dziś możemy kupić w każdej miejscowości turystycznej w Tatrach – był najmodniejszy. Ale już Spiszacy nosili inne, z wygiętym do góry rondem, które powstały pod wpływem trendów węgierskich. Były pofalowane, powyginane, z paskiem materiałowym i rzadko kiedy można było na nich zobaczyć kostki. Czarna Góra czy Jurgów to były wsie węgierskie i to miało odbicie w stroju: nie tylko kapeluszu, ale także kroju portek góralskich, czy rodzaju parzenicy. Spiszacy pod wpływem mody podpatrzonej u wyższych sfer, modyfikowali kapelusze, aż powstało nakrycie głowy zwane bikornem. Dokładnie taki kapelusz nosił Napoleon Bonaparte. Potem kolejna modyfikacja – trikorn – który znamy z pewnością chociażby z filmu "Piraci z Karaibów". Właśnie trikorn zdobił głowę Kapitana Jacka Sparrow’a. W Bukowinie Tatrzańskiej noszono natomiast typowe kapelusze podhalańskie z muszelkami, a potem pojawiły się pióra…

Kolejny element ozdobny, czy miał on jakieś głębsze znaczenie?

- Górale zawsze nosili coś za paskiem kapelusza, np. gałązki świerku. Tak zwani polowace, którzy wyruszali do lasu w poszukiwaniu zwierzyny, lubili do kapelusza przytwierdzać trofea. Jeśli udało się upolować piękny okaz ptaka, a takim z pewnością był orzeł, to z dumą zatykano za pasek właśnie orle pióra. I tak oto pióro na stałe zagościło na góralskim kapeluszu. Orzeł kojarzony był z wolnością, tak więc jego pióro za kapeluszem oznaczało, że jego posiadacz to człowiek wolny, mający w sercu góralską ślebodę. Dziś jak zobaczymy górala z piórkiem przy kapeluszu, to znaczy, że jest jeszcze kawalerem. Piórko młody pan traci w momencie zaślubin, niejako na znak utraconej wolności. Mówiąc krótko - ma już "z głowy". Ale zdarzały się wyjątki, jak np. Józef Pitorak, jeden z pierwszych dyrektorów Domu Ludowego w Bukowinie Tatrzańskiej. On piórko nosił całe życie, mimo iż był żonaty. Chciał tym pokazać, że mimo stanu małżeńskiego, na zawsze pozostaje człowiekiem z wolną duszą.

Czy kapelusz noszony na co dzień, różnił się od tego noszonego odświętnie?

- I tak i nie. Jeśli ktoś był biedny, to miał jeden kapelusz w pole i ten sam do kościoła. Co bardziej zamożni, mogli sobie pozwolić na kilka kapeluszy. W jednym, na którym nie było muszelek ani pióra -  chodzili na co dzień, wykonywali w nim wszystkie prace i taki kapelusz z reguły był bardziej sfatygowany. Natomiast do kościoła, na chrzciny czy wesele, zakładali ten paradny: z równą linią ronda, z pięknymi kostkami i przystrojony okazałym piórkiem. Analogicznie sytuacja wyglądała z portkami – stare i połatane były do roboty przy chałupie, a nowe, czyste i z pięknymi parzenicami – wyciągane były z kufra tylko na specjalne okazje. Strój był i jest legitymacją górala, od zawsze przywiązywali do tego wagę i tak jest po dzisiejsze czasy.

Czy zna Pan jakąś anegdotę związaną z góralami i właśnie kapeluszem?

- Na myśl przychodzi mi jedna, o powodzi w Łopusznej, którą opowiadał Ks. Tischner. Chłopi stali przy moście na Dunajcu i obserwowali rwącą wodę. Zastanawiali się, czy woda zerwie most, czy nie. Nagle chłopi zobaczyli unoszący się na wodzie góralski kapelusz. Patrzą – a tu kapelusz stanął na prądzie, a za chwilę porusza się pod prąd. I tak kilka razy. Jeden z nich zapytał: - Coz to, cud? Na co drugi odpowiedział: - Nie, to Franek Gąsienica. Pedzioł, że ma w nosie powódź i orze.

 

Kategoria: W regionalnym stylu

Kalendarz imprez « »